Blog Sylwii Ignatowskiej

Magia patchworku wciąż trwa

The magic of patchwork continues

Muszę powiedzieć, że ostatni tydzień był bardzo pozytywny (pomijam zepsuty komputer). Ale najważniejszy był czwartek ponieważ wieszałyśmy nasze prace w Centrum Informacji Turystycznej w Nowym Sączu przy ulicy Szwedzkiej 2.

Hura, Hura, Hura – nowa wystawa.

I have to say that last week was very positive (if I gloss over that part about my broken computer). But the most important day was Thursday because we were busy hanging our quilts at the Tourist Information Center in Nowy Sacz, located at 2 Szwedzka Street.

Hurray , Hurray, Hurray – the new exhibition.

Tak wygląda plakat. Jestem z niego bardzo dumna bo to moje dzieło.

This is what the poster looks like. I am very proud of this poster because it is my work.

O wystawie możecie poczytać tutaj.

You can read about the exhibition here.

Musiałyśmy się spieszyć, bo otwarcie wystawy było już dzień później, czyli 10 grudnia.

We had to rush a little bit, because the opening of the exhibit was the very next day, on Friday, December 10th.

Dzięki naszym kochanym mężom oraz panom z Centrum Informacji wszystko poszło niesamowicie szybko i sprawnie.

Thanks to our beloved husbands, and some very helpful guys from TIC, everything went well and was incredibly fast and efficient.

Aparat to najlepszy świadek. Na zdjęciach widać kto pracował, a kto się bawił (ja pracowałam, robiłam zdjęcia).

My camera is the best witness. In the photos, you can clearly see who was working hard and who was hardly working (I was working since, I’m the one taking pictures).

Miałyśmy okazję udzielić dwóch wywiadów, ale chyba troszeczkę zżarła nas trema (to był nasz pierwszy raz) i nie do końca wszystko było idealne. Co widać po naszych minach.

We even had the opportunity to give two interviews for local radio stations, but I think we were a bit struck with stage fright (it was our first time) so it was not perfect. You can see it on our faces.

Na koniec dostałyśmy po małym prezencie i pojechałyśmy na pyszny obiadek do kuzynki Sylwii – Agaty.

At the end we got some souvenirs and went for a delicious lunch to Agata, Sylwia’s 2 cousin.

Oczywiście przed wyruszeniem w dalszą drogę musiałyśmy zrobić sobie kilka fotek na tle naszych prac.

Of course, before we went on our way, we had to take a few photos of ourselves with our quilts in the background.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.