Blog Sylwii Ignatowskiej

Motyle

Luty 2012.

Dawno, dawno temu w internecie zobaczyłam quilt uszyty i wypikowany w bardzo ciekawy sposób. Być może ma to swoją nazwę, ale ja jej nie znam. Postanowiłam że uszyję coś takiego.

Wszelkiego rodzaju kwiaty i gałązki były już oklepane, więc może motyle.

Najpierw projekt. Skąd wziąć motyla który by pasował do mojej wizji, nie da się. Trzeba improwizować. No to może pół motyla? I tu sprawa była łatwiejsza. Znalazłam. Kocham banki zdjęć, dają tyle możliwości.

Dobra, pół motyla jest, teraz trzeba go było narysować żeby potem dorobić mu drugą połówkę. Rysowanie w Corelu poszło szybko. Skrzydło jest. Następnie należało je skopiować i zrobić odbicie lustrzane. Fajnie, miałam już dwa, połączyłam, dorysowałam korpus i motylek był gotowy.

Teraz musiałam go powielić i zrobić różnej wielkości, a następnie ułożyć na wcześniej narysowanym kwadracie. Kwadrat ten miał mieć taką wielkość jak później quilt.

Projekt gotowy. Należało go wydrukować. Zamiast papieru użyłam kalki technicznej przeźroczystej, którą następnie posklejałam w całość. Znalazłam odpowiednią tkaninę na tło.

Zaplanowałam które części będą wycięte, a które tylko narysowane i zabrałam się do roboty.

Najpierw wszystkie części motyli narysowałam na flizelinie dwustronnie klejącej, przykleiłam do pofarbowanych wcześniej tkanin i wycięłam.

Kalkę położyłam na wybranym materiale, następnie obróciłam na stronę lewą, przypięłam szpilkami (ale tylko rogi) żeby kalka się nie przesuwała i zaczęłam układać po kolei (pod kalką, zgodnie z projektem) wszystkie części motyli, a następnie przyklejać je żelazkiem. Ta część była prosta. Większy problem miałam z narysowaniem reszty motyli, które miały być już tylko wypikowane jako kontur.

I tu pomogła mi wiedza ze szkoły podstawowej. Kontur motyli, po lewej stronie kalki poprawiłam ołówkiem, a następnie położyłam ponownie w to samo miejsce co poprzednio. Następnie poprawiłam linie ale po prawej stronie także ołówkiem. Efekt? To co miało się odbić, odbiło się na materiale.

Można było zasiąść do maszyny. Maleńka Berninka dała radę.

Motyle przyklejone i przepikowane. Z braku doświadczenia popełniłam błąd. Niepotrzebnie jako wypełnienie wzięłam piankę i to jeszcze dość puszystą. Po spikowaniu quilt beznadziejnie wyglądał.

Jak widać na zdjęciu chciałam aby połowa motyli była niedokończona, ale nie tak całkiem. Brakujące fragmenty zostały wypikowane po wcześniej przekopiowanych konturach.

Długo ten quilt tak sobie wisiał u syna w pokoju, ale mnie ciągle denerwował swoim widokiem. Nie lubię bubli. Jeżeli coś źle wygląda to albo poprawiam albo chowam do szafy.

Nie wytrzymałam. Stwierdziłam że trzeba coś z nim zrobić. Poszedł pod nóż. Obcięłam kontury motyli.

Teraz wygląda lepiej i poprawia nastrój w szare i deszczowe dni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.