Zaczęło się od maleńkiej bakterii a skończyło walką o życie.
Jak pamiętacie w poprzednim poście Pimpuś miał uszkodzoną błonę bębenkową z powodu bakterii. Zaczął dostawać antybiotyki. Spowodowało to wielki roztrój żołądka, a w ostateczności niedrożność.
Przestał jeść i pić, nie bobczył, miał bardzo napięty brzuszek. Siedział w kącie i zgrzytał zębami. Zgrzytanie u królików bardzo często jest objawem bólu. Króliki cierpiące na niedrożność układu pokarmowego czasami po prostu poddają się i umierają (tak to wygląda), możliwe, że czasami z powodu ekstremalnego bólu brzucha.
Pojechaliśmy do weterynarza i zaczęła się walka o życie. Kilkanaście razy dziennie karmiłam go strzykawką z karmą ratunkową dla królików. Dostawał sok z ananasa na lepsze trawienie, lekarstwa, masowałam mu bardzo delikatnie brzuszek.
Serce mi się krajało gdy widziałam jak cierpi.
W pewnym momencie było już bardzo źle. Bałam się że nie przeżyje następnej nocy. Strasznie to przeżywałam. Mój czas oraz myśli poświęcone były tylko Pimpusiowi.
W czwartek nastąpiła niewielka poprawa, a w piątek zaczął powolutku jeść. Pojawiły się wyczekiwane przez wszystkich w domu, bobki.
W tym momencie wiedziałam, że moje słoneczko jest uratowane.
Przez te wszystkie dni, moje myśli skierowane były tylko na Pimpusia więc o jakimkolwiek szyciu nie było mowy. Mam nadzieję, że nadrobię to wszystko w przyszłym tygodniu i pochwalę się postępami.
2 komentarzy
2 odpowiedzi do “Bój o życie”
Ojej, się narobiło! Cudownie, że Pimpuś to przetrwał. Czy dla królików przewidziane są programy podniesienia odporności? Bo po tej kuracji zapewne odporność Mu spadła….
Niestety nie ma takich programów. Teraz trzeba będzie bardzo na niego uważać, co by się coś nie przyplątało, bo tego nie przetrzyma. Koniec w tym roku z wychodzeniem na zewnątrz.