Marcowy wyjazd do ULRA rozpoczął się magicznie, choć zaskakująco. Jadąc popołudniu do szkoły, powitała mnie przepiękna tęcza – jakby sama natura chciała przypomnieć o swojej nieprzewidywalnej i zachwycającej stronie. Jednak nie minęło wiele czasu, a na pożegnanie zaskoczył mnie śnieg, który opadł lekko, jakby chciał dodać bieli do kolorowego początku dnia.


W szkole kontynuowałam pracę nad ikoną Jezusa. Proces ten wymaga ode mnie nie tylko skupienia, ale również wewnętrznej ciszy i refleksji. Każdy pociągnięty pędzel przypomina mi, że sztuka to nie tylko obraz, ale też głębia, którą chcemy przekazać widzowi. Ikona powoli nabiera kształtu i jestem coraz bliżej ukończenia jej w pełni.
Nie mogłabym zapomnieć o moim najnowszym linorycie – kotku, który, ku mojej radości, wzbudził ogromne zainteresowanie. Tworzenie tego linorytu było przyjemnością, a efekt końcowy – mały kotek o wyrazistych liniach – przynosi mi wiele satysfakcji. To takie małe przypomnienie, że proste rzeczy często cieszą najbardziej.






Każdy dzień w ULRA przynosi nowe inspiracje, a kontrasty – tęcza i śnieg – są tylko jednym z wielu przykładów, jak życie potrafi być pełne niespodzianek.
Nie wiem czy za tydzień uda mi się cokolwiek napisać. Jeżeli nie, to mam nadzieję, że moja przyjaciółka Sylwia mnie zastąpi.

Komentarze