SylaQuiltArtist
Stitching slow stories...

Mandara po koreańsku

Mandara po koreańsku

I znów mini mandala. To maleństwo zrobiłam jakiś czas temu i nazwałam je “Mandara”.

Może zastanawiacie się, skąd wzięła się nazwa „Mandara”. Otóż jest to wynik mojej zabawy z tłumaczem Google. Kiedy nie mam pomysłu na nazwę swojej pracy, wpisuję słowo „mandala” i losowo wybieram język docelowy. Tym razem padło na koreański i tak oto powstała „Mandara”. Nie jest to może zbyt oryginalne, ale czasami wychodzą fajne nazwy.

Zaletą robienia mini mandal jest to, że można się pobawić kolorami i sprawdzić, jak będą ze sobą współgrały. Nie mam żadnego planu ani schematu, po prostu robię to, co mi przychodzi do głowy.

Mam już mandalę z różem i fioletem, niebieskim i szarym, żółtym i pomarańczowym. Tym razem czas na odcienie tej samej barwy. Wybrałam zielenie.

Wzór narysowała Tatyana Putyatina

Średnica 61 cm, pikowana na czarnym tle kolorowymi nićmi do haftu firmy Isacord i Mozart. Dodatkowo dodałam jedną odblaskową nić. Fajnie wygląda w półmroku. Wykorzystałam tylko 7 kolorów i wbiłam 456424 razy igłę w tkaninę.

Małe jest piękne.

Miłego dnia Wszystkim życzę.

2 komentarzy

2 odpowiedzi do “Mandara po koreańsku”

  1. Teresa pisze:

    Mogę tylko powiedzieć PRZEPIĘKNA!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.