Myślałam, że po powrocie z Warszawy pokażę Wam wypikowany słonecznik “Carpe diem” który zaczęłam szyć jakiś czas temu, ale opuściła mnie wena. Biedak wciąż czeka, upięty na long-armie, na lepsze czasy.
Za to uszyłam pokrowce na siedziska tarasowe. Teraz będzie się wszystkim bardzo wygodnie siedziało. Dodatkowo zrobiłam jeszcze kilka poduszek dla bardziej wymagających.
Nareszcie mam to odhaczone z mojej długiej listy „co muszę zrobić”
Zabrałam się za Kronikę Quiltera / Planer Quiltera. Muszę się przyznać, że nie prowadziłam moich zapisków prawie półtora roku. Muszę to nadrobić. Niestety nie wykorzystam jeszcze planera zaprojektowanego prze ze mnie. Muszę wykorzystać kartki, które przygotowałam sobie za nim zaczęłam projektować nową kronikę. Nie lubię wyrzucać niezużyte kartki.
Tym razem nie będzie to książka jak mój pamiętnik quiltera. Raczej będzie przypominało to zeszyt ze spiralą. Pierwszy pamiętnik po dodaniu zdjęć stał się bardzo ciężki więc teraz zrobię sobie kilka ale lżejszych.
Już podziurkowałam kartki.
Nareszcie mogłam wykorzystać swoją maszynkę do robienia dziurek.
Kartki dodatkowo podkleiłam na krawędzi grubym papierem żeby się nie wydzierały podczas użytkowania.

Jeszcze tylko zrobię okładkę, założę spiralę i będę mogła zabrać się za uzupełnianie.
Zabrałam się także za zrobienie nowej chusty. Kupiłam sobie przepiękną włóczkę o nazwie Mroźna kraina z firmy Kokonki.
Szarpnęłam się na wzór od Martiki Grabowskiej o nazwie Kalinka. Mam już zrobiony kawałeczek więc się chwalę. Nie wiem kiedy zrobię resztę. Na pewno będę pokazywać postępy.
I to na tyle. Miłego dnia.




Komentarze