Kilka tygodni temu moja przyjaciółka Sylwia podrzuciła mi dwa topy do pikowania.
Planowałam wypikować je szybko i zabrać się za mój parawan, ale jak mówi ludowa mądrość „człowiek planuje, a Bóg mu plany krzyżuje”.
Ale „co się odwlecze to nie uciecze”.
Nadszedł czas na pikowanie. Najpierw na longarmie wylądował pies rasy basset hound.
Dostał malutkie delikatne futerko. Pikowało się go bardzo przyjemnie ,ale bez emocji.
Potem wskoczył przepiękny tygrys szablozębny. Mój ulubieniec. Zrobiony przez Sylwię na moją prośbę. Jest niesamowity.
Tu miałam zdecydowanie większą frajdę i zostałam mistrzem w wymienianiu szpulki w bębenku.
A tu widać tyły spikowany prac.
I to tyle na ten tydzień. Może przyszły przyniesie wreszcie jakieś postępy przy tworzeniu mojego parawanu.
Trzymajcie kciuki.






Komentarze