Cześć, to znowu ja Sylwia 2. W pracowni gospodyni tego bloga nadal remont więc Sylwia 1 jest w bardzo złym nastroju. I ja to rozumiem bo jej pracownia jest jak skrzynia ze skarbami. I przyszli źli ludzie, zatrzasnęli wieko i schowali klucz. Barrrdzo źli ludzieee….. Korzystam więc z okazji aby dopisać moją historię quiltu “Podój Marsa” który Sylwia 1 uszyła w 2017 roku, a publicznie pokazała w 2018 na wystawie w Bolesławcu. link tutaj
W 2018 roku, przypadkowo natrafiłam na relację z tej wystawy, gdzie oglądając zdjęcia pięknych prac, zwróciłam uwagę na jedną. Zauroczona, każdego wieczoru, tygodniami przyglądałam się jej wodząc palcem po ekranie, powiększając go tam i powrotem, zachwycając się precyzją wykonania, kolorami i techniką. Wówczas nie zwracałam uwagi kto wykonał to dzieło bo po prostu moja pamięć do nazwisk jest bardzo uboga, ale uznałam ze musi to być artysta którego niebiosa obdarzyły niezwykłym darem. Wyobraźnia podsuwała mi stereotyp: wyobrażałam sobie kogoś wyróżniającego się w tłumie swoim ekstrawaganckim sposobem bycia, który często cechuje artystów.
Czas mijał, moje życie i moje szycie toczyło się swoim tempem, do mementu kiedy w 2019 roku udało mi się odkryć Fablab w Krakowie i spotkać grupę dziewczyn tak samo zakręconych jak ja. Ponieważ byłam nowa i początkująca więc nie znałam nikogo. Stałam sobie w kącie słuchając rozmów innych osób gdzie tematami przewodnim były oczywiście quilty, materiały, nici itp. Pomyślałam z ulgą że chyba znalazłam się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Ówczesna gospodyni spotkania Ewa Pasinska oznajmiła: no to dziewczyny pokażcie swoje prace. I wtedy pośród innych zgromadzonych tam osób wyszła na środek sali drobna dziewczyna z pięknym uśmiecham na twarzy, tak pięknie zwyczajna i bezpośrednia. Wyjmowała z kartonowego pudła swoje niezwykłe prace, mówiąc o każdej parę słów z taką skromnością jakby wykonanie tych szytych obrazów było dla niej zupełnie naturalne.
I wtedy nastąpił ten moment. Wyjęła z kartonowego pudła “Podbój Marsa”, ten podbój w którym się zakochałam, nad którym spędziłam tak wiele wieczorów. Zamieniłam się w słup soli. Byłam oszołomiona. Wówczas dotarł do mnie sens bardzo mądrego powiedzenie że jeśli los zamyka przed Tobą jedne drzwi to na pewno otworzy następne. Więc weszłam w te otwarte drzwi a resztę historii już znacie. I okazało się to najpiękniejszą przygodą mojego życia.
2 komentarzy
2 odpowiedzi do ““Podbój Marsa” czyli z życia wzięte”
Piękna historia! Obu Wam gratuluję!!!
I tęsknię
Ewa jak to czytałam, to tak się wzruszyłam, że aż się popłakałam