Ostatnio jak zauważyliście mój blog przejęła „pokojowo” moja przyjaciółka Sylwia. I dzięki Bogu. Miałam chwilkę na wykonanie paru projektów na konkursy. O jednym pisałam tutaj. Możecie zaglądnąć i poczytać jest jeszcze dość czasu aby się zgłosić i coś uszyć. Zapraszam.
Dodatkowo zgłosiłam się do konkursu organizowanego przez Stowarzyszenie Polskiego Patchworku oraz Muzeum Lniarstwa w Żyrardowie „Jak to lnem było”.
Te dwa konkursy spowodowały, że moja aktywność na blogu zmalała. Ale już powolutku wracam.
Najpierw pochwalę się patchworkowym kocykiem, który uszyłam w ramach relaksu. Materiał kupiłam u Ewy w sklepie Kiltowo, nazywa się „Fade In Sewing Squares Patchwork”
Materiał jest troszeczkę smutny, ale przy moich królikach oraz kocie sprawdzi się idealnie. Kocyk składa się tylko z warstwy wierzchniej i spodniej. Idealnie udaje prawdziwy patchwork. Jako warstwę spodnią zastosowałam dzianinę Flannel. Jest delikatna, ciepła i niezwykle miła w dotyku i ma aż 220 cm szerokości. Idealna.
To był najszybciej zrobiony patchwork w moim życiu. Poza zszyciem dwóch dużych warstw tkaniny ze sobą, przepikowaniu i obrębieniu, nic więcej przy nim nie robiłam. Ale muszę się przyznać, że nim zszyłam ze sobą te dwie warstwy materiału, sfastrygowałam je ze sobą. Bardzo mi zależało żeby szew nie rzucał się w oczy, więc jakieś przesunięcia nie wchodziły w rachubę. Wyszło idealnie.
Przepikowałam całość po kratce. Proste, szybkie linie. Pełny relaks.
Kratka wyszła w miarę duża i nie spowodowała usztywnienia dzianiny Flannel. Kocyk jest nadal milusiński.
Teraz leży na moim ulubionym fotelu, który ostatnio okupują króliki. Gdy podchodzę, żeby sobie usiąść, króliki robią takie miny, cytuję „Ale o co chodzi to nasz fotel” ,a Łatka „Nie oddamy”. Walka jest z góry przegrana. I tak człowiek siedzi na ziemi, a króliki na fotelu.
Córka zarzuciła mi ostatnio, że na moim blogu piszę tylko o tym co robię w mojej pracowni, nic z życia prywatnego. Więc dzisiaj będzie trochę prywaty.
Właśnie skończyłam robić ciasto piernikowe. Jest to specjalne ciasto, które robi się, minimum, miesiąc przed świętami i które potem sobie leżakuje w chłodnym miejscu. Podobno najlepsze ciasta na pierniki leżakują tak przez kilka lat. Moje będzie tylko miesiąc.
W tamtym roku mieliśmy plagę myszy w piwnicy gdzie stało moje ciasto. I nim się zorientowałam, zostało całe zjedzone. Została tylko malutka dziureczka w ściereczce, którą było przykryte. W tym roku mamy kota i mam nadzieję, że ciasto uchowa się do świąt.
Zacznę od przepisu.
1kg mąki #650. Do mąki dodajemy 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej, szczyptę soli, 1/2 szklanki mleka i 3 całe jajka. Oczywiście bez skorupek. Tak przygotowana mąka czeka na naszą zalewę.
Do garnka wkładamy 1 kostkę smalcu wieprzowego 200 g. którą rozpuszczamy na kuchence. Mieszamy aby się nie przypaliło. Gdy tłuszcz się rozpuści dodajemy 2 szklanki cukru, które wsypujemy do rozpuszczonego tłuszczu.
Następnie dodajemy 0.5 kg miodu, torebkę przyprawy do pierników, 2 kopiate łyżeczki imbiru, cynamonu, gałki muszkatołowej, kardamonu i zmielonych goździków. Wszystko razem mieszamy.
Gdy wszystko ładnie się połączy, lekko studzimy, mieszając. Tak przygotowaną zalewę wlewamy do wcześniej przygotowanej mąki. Tu niestety potrzebny jest pomocnik. On wlewa a ja mieszam.
Gdy ciasto jest wstępnie wymieszane, a zalewa wyskrobana z garnka, do mieszania włączamy rękę. Mieszamy aż składniki dobrze się połączą. Przekładamy do mniejszej miseczki i zawijamy folią spożywczą.
Pamiętajmy żeby zostawić niewielką szczelinę aby ciasto mogło oddychać.
Następnie na górę miski zakładamy podwójnie złożoną ściereczkę i zabezpieczamy gumkami recepturkami.
Tak przygotowane ciasto zanosimy w chłodne miejsce. Ja lecę do piwnicy.
Jeżeli w misce pozostanie jakaś zawartość należy ją wylizać.
Mam nadzieję, że bardzo Was nie zanudziłam. Moja córka będzie zadowolona.













1 komentarz
Jedna odpowiedź do “Co u mnie słychać?”
Ach, pyszny pierniczek, dobra i goraca kawa, wygodny fotel, cieplutki i mieciutki quilcik na kolanach. To brzmi jak przepis na udane Swieta
Delicious gingerbread, hot coffee, comfortable armchair and soft quilt to wrap in. That sounds like a perfect recipe for joyful Holidays.