Minęło tyle lat od kiedy po raz ostatni wzięłam igłę i mulinę do ręki. Wydawało mi się, że już do tego nie wrócę, a jednak. Sama jestem zaskoczona.
Przyznaję się. Wzór ściągnięty z internetu jeszcze w zamierzchłych czasach, a teraz wykorzystany. Taka mała odskocznia od patchworków.
Biała kanwa podzielona na kwadraty 10 na 10 krzyżyków i upięta na specjalnej ramie do haftowania.
Gdy pracuję na ramie, ciężko mi jest przepinać co chwilę materiał, dlatego po kolei wybieram kolory i haftuję krzyżykiem lub pół krzyżykiem, tyle ile jestem wstanie. Gdy dochodzę już do końca ramy, ściągam igłę z muliny i zaczynam nowy kolor. Wcześniejsza zwisa sobie luźno i czeka, aż ponownie ją wykorzystam.
Dzięki temu mogę od razu oglądać efekt swojej pracy.
Jedyną wadą pracy na ramie jest to, że nie zabierzesz jej wieczorem do łóżka aby po haftować w czasie filmu. Pod tym względem tamborek jest lepszy.
Lubię patrzeć jak wyłania się haftowany obraz.
Czy ten facet nie jest piękny. Uwielbiam wikingów. Teraz tylko rameczka i na ścianę.





Komentarze