SylaQuiltArtist
Stitching slow stories...

Moje 40 m² szczęścia.

Moje 40 m² szczęścia.

Nareszcie skończyłam. Trwało to dłużej niż planowałam, ale jest – pracownia gotowa do pracy.

Pamiętacie jak to wyglądało. Pełna demolka.

Teraz ład i porządek. Oczywiście nie na długo. Teraz mogę się pochwalić.

Aby wejść do mojej pracowni najpierw trzeba pokonać dwoje drzwi, jak w skarbcu. Jedne służą prywatności, drugie chronią domowników i ich mienie przed wszystkożernymi królikami.

Wchodząc prawie potykamy się o kolorową szafkę wykonaną przez mojego męża.

Wielkie pojemniki zakupione w Castoramie, przydają się do ukrywania przychodzących paczek przed domownikami (ale o tym nie mówcie nikomu bo się wyda i skończą się szalone zakupy w sieci ).

Następnie obracając się w prawo mamy niezawodną, przemysłową maszynę do szycia Zoje. Szyje tylko ściegiem prostym. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się żeby były z nią jakieś problemy. Ścieg jest zawsze idealny po prawej i po lewej stronie tkaniny. Obok stoi mała szafka – wózeczek, którą możemy zabrać w dowolne miejsce pracowni.

Na całej ścianie zrobiona jest konstrukcja z drewna na której postawione są regały z IKEA.

W białych pudełkach przechowuję skrawki tkanin.

Pod regałami zamontowane jest oświetlenie.

Poniżej regałów zamocowane są tablice (Ikea rządzi) na których powiesiłam sobie różne narzędzia potrzebne do pracy.

Mam ogromne blaty na których leżą maty Olfy i Fiskarsa. Dalej stoi cover Brothera, overlock Berniny oraz moja malutka maszynka do cięcia „Go! baby”

I have a large countertop where I have OLFA and FISKARS self-healing cutting mats. Nearby is the BROTHER cover, BERNINA overlock, and my tiny cutting plotter „GO! BABY

Pod jednym z blatów znajduje się moja ulubiona szafka. Trzymam w niej nici i linijki do pikowania.

Idąc dalej można zobaczyć niewielki stolik na komputer. Jest to moje dodatkowe narzędzie pracy. Tu rodzą się pomysły.

Going further, you can see a small computer table. It is an additional work tool of mine. This is where ideas are born.

Potem jest stolik z przenośną deską do prasowania, którą zrobiłam sobie sama. Dzięki przenośnej desce (fajnie brzmi – przenośna) na blacie mogę postawić hafciarkę Berniny.

Nad stołem także powiesiłam specjalne tablice, trzymam tam rzeczy do szycia ręcznego.

Stolik ukrywa jeszcze otwór, który normalnie zasłonięty jest pleksi i matą do cięcia. Otwór ten zrobiony jest pod moją malutką maszynę do szycia Juki ( była moją nagrodą za pierwsze miejsce w konkursie “Biało-czerwona” organizowanym przez Stowarzyszenie Polskiego Patchworku). Gdy wkładam ją do środka i zdejmuję deskę, mam duży blat do szycia.

I to jest fajne.

Oczywiście pod stołem mam także wysuwane pudełeczka na różne dodatkowe „przydasie”.

Dalej zauważycie niewielki mebel, który zajmuje pół pokoju. To mój Long Arm Bernina Q24 zwany Benią.

Żadne miejsce nie może się zmarnować, więc za Long Armem mam niewielki składzik na moje bawełniane wypełnienia, a pod ramą do pikowania 4 szafki na kółkach.

Przesuwając się w lewo zauważycie drzwi, które po otworzeniu skrywają moje tkaniny.

Na drzwiach naklejony jest filc do którego przypinam swoje prace w toku. Niestety filc nie ma takich właściwości jak flanela, polar czy wypełnienie bawełniane i materiał nie przywiera do niego. Potrzebne są szpilki. Ale za to fajnie wygląda.

Obok szafy stoi kojec w którym rządzą króliki. Jeszcze niedawno był dużo większy, ale skoro i tak są bezklatkowe zmniejszyłam go troszeczkę (oczywiście za obopólną zgodą). Teraz mam więcej miejsca przy pikowaniu na Beni.

Obok stoi mój ukochany fotel, o którego wszyscy się biją. Niestety króliki i kot wygrywają. Siedzę sobie na nim (jak mam szansę) szyję lub szydełkuję i oglądam telewizję. Nad fotelem mam dodatkową lampkę.

Mijamy kominek i zatrzymujemy się na szafce, która służy mi za skarbnicę wiedzy. Mam tam wiele książek o szyciu i pikowaniu.

Dodatkowo w części zamkniętej schowane są stare roczniki Burdy. Musiałam zamontować drzwiczki ponieważ króliki bardzo chciały przeczytać (czytaj – zeżreć) moje gazety.

W pokoju stoi duży stół, który można podświetlać segmentowo. Został zrobiony dla mnie przez mojego męża. Jest to mój główny stół roboczy.

Pod blatem mam półkę, na której jest niewielki składzik na tkaniny do farbowania.

Do stołu zamocowany jest dodatkowy blat, który podnoszę gdy potrzebuję więcej miejsca do pracy. Blat służy także jako ściana do dodatkowej sypialni dla królików.

Muszę Wam jeszcze opowiedzieć o moim oświetleniu w pokoju. Obok standardowego czyli lamp, które sama zrobiłam (sprawy techniczne zostawiłam mężowi) mam także dodatkowe oświetlenie.

Cztery dodatkowe panele sufitowe zamontowane są nad stołem roboczym, pięć nad Long Armem i po jednym nad stołem do komputera i stołem z deską do prasowania.

Dodatkowo dostałam od męża specjalistyczną lampkę, która odzwierciedla prawdziwe światło dzienne. Dzięki niej dużo łatwiej jest mi dobierać kolory do moich prac.

Wszystkim lampkami steruję za pomocą zrobionego przez mojego męża panel.

I to już chyba koniec.

Zdobyłam pracownię ale straciłam salon. Czy żałuję? Nie.

Marzenia się spełniają.

Zrobiłam krótki filmik aby oprowadzić Was po mojej pracowni.

2 komentarzy

2 odpowiedzi do “Moje 40 m² szczęścia.”

  1. Asia Grzywna pisze:

    Fantastyczna pracownia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.