Myślałam że gdy przyjdzie deszcz to remont ruszy pełną parą, no i ruszył. Ale jak dla mnie za wolno. Siedzę sobie w pracowni gdzie po za komputerem nic nie jest dostępne. Wszystko zabezpieczone, a i tak pył jest wszędzie. Nie mam siły już tego wciąż sprzątać.
Postępy są. Kominek już stoi, ale jeszcze tyle przed nami. Trzeba zrobić obudowę, poszpachlować, położyć gładź. Każdy kto kiedykolwiek to robił to wie ile z tym pracy. No i na końcu pomalować wszystko. Cały dół. Przeraża mnie to.
Wiem ile mam rzeczy w pracowni. Trzeba to będzie wszystko wynieść, a potem wnieść i poukładać. Chyba skończę ze zbieractwem „przydasiów”.
Do zobaczenia za tydzień, może nie oszaleję.







2 komentarzy
2 odpowiedzi do “Moja zmora – remont”
Przytulam Cię Sylwia. Dla pocieszenia powiem że moich chłopaków właśnie dopadła ospa wietrzna. Wspominam o tym żebyś wiedziała, że ktoś tam jeszcze ma pod górkę 🙁
aj. Do kitu wszystko.
Dziękuję i łączę się w bólu.