Dzisiaj miałam pokazać jak spikować nasze jabłko, ale spadł śnieg. Pierwszy i mam nadzieję że nie ostatni w tym roku.
A jak jest śnieg to rzucam wszystko i pędzę farbować.
Przed przystąpieniem do farbowania najpierw namoczyłam tkaniny w sodzie ash.
Następnie lekko je odwirowałam i zabrałam się za układanie ich we wcześniej przygotowanych koszykach.
Gdy tkaniny leżały już w koszykach należało przynieść śnieg. Do tego celu najlepiej sprawdził się mąż z łopatą do śniegu.
Pudełka ze śniegiem zostały przygotowane, czas na farbowanie.
Koszyki zasypałam sporą ilością śniegu.
Następnie zaczęło się rozsypywanie barwnika na śniegu.
Gotowe.
Jak to dobrze, że mam piwnicę z pomieszczeniem gospodarczym. Nie wyobrażam sobie takiego farbowania w domu.
Śnieg topi się dość szybko, jednak ja zawsze czekam 24 godziny, aby farba miała szansę połączyć się z tkaniną. Potem każdą z tkanin płukałam pod bieżącą, zimną wodą a następnie w pralce „farbiarskiej”. Jest to mała praleczka typu Frania, którą używam tylko do płukania pofarbowanych tkanin.
Procedurę z farbowaniem powtarzałam kilkakrotnie. Niestety musiałam ją przerwać ponieważ dostałam małą robotę.
Moja przyjaciółka poprosiła mnie o spikowanie kołdry. Moim zadaniem było spikowanie dwóch warstw dzianiny Flannel i naszyciu na nią wcześniej przygotowanej aplikacji. Kołdra miała mieć 3 x 3 metry.
Rama w moim long-armie teoretycznie ma ponad 3 metry, ale przy takiej wielkości kołdry pikuje się bardzo trudno. Nie do końca można ustabilizować tkaninę, a ta akurat jest strasznie niestabilna. Dwie warstwy grubej, puszystej, z lekkim włosem dzianiny spowodowało, że long-arm ciężko się przesuwał. Kto pikował na spodzie z polaru ten wie i może sobie to wyobrazić. W pierwszej fazie myślałam, że wypikuję go pod aplikację, ale ostatecznie zrobiłam tylko „lot trzmiela”.
Gdy nakładałam aplikację na spikowany top wszystko układało się gładko i równo.
Jednakże po ściągnięciu całości z long-arma okazało się, że aplikacja nie przylega już tak ładnie do topu. Mogłabym ją mocniej spikować ale wtedy top byłby bardziej sztywny. Powoduje to efekt falującego na wietrze materiału. Na zdjęciu wyszło super. Tu widać jak duża jest ta kołdra, zajęła całą moją jadalnię. Największy problem był z jej przycięciem bo dzianina żyje swoim życiem i układa się jak chce.
Po przycięciu musiałam obrębić ją ściegiem owerlokowym bo potwornie się strzępiła.

Jeszcze tylko trzeba wykończyć ją lamówką i przyjaciółka będzie mogła zabrać ją do domu.
A na koniec kilka zdjęć zimy z mojego ogrodu.
















Komentarze