Jeszcze tylko trzy dni do końca listopada, a ja wciąż łudzę się że zdążę wykończyć swoje zaległe prace. Ale prawda jest taka, że to nie możliwe. Chyba los się na mnie uwziął i ciągle podkłada mi nogi.
Udało mi się uszyć wszystkie cztery OBW które zaplanowałam, ale do spikowania ich jeszcze daleko.
Na moim long-armie wciąż króluje mój (nie wiem jak to nazwać) obraz/plakat reklamowy, który aktualnie pikuję.
Panele będą musiały poczekać co spowoduje, że nie zdążę do końca listopada.
Mój królik Pimpuś nadal choruje. Zajmowanie się nim oraz myślenie o nim powoduje, że jestem troszeczkę rozkojarzona. Ma to niestety duży wpływ na pracę. Jedynym sukcesem jaki uzyskałam ( jeśli chodzi o niego) jest to, że przestał chudnąć. Trzymam z Łatką pampuszki żeby teraz troszeczkę przytył. Kiedyś gdy był chory karmiłam go karmą ratunkową za pomocą strzykawki. Teraz poszliśmy na mały kompromis. Zamiast strzykawki jest karma ratunkowa i łyżeczka.








Komentarze