SylaQuiltArtist
Stitching slow stories...

“Màntúluó”

“Màntúluó”

Czasami trudno znaleźć odpowiednią nazwę dla dzieła które tworzę. Więc szukam skojarzeń, dziwnych nazw. I właśnie w ten sposób znalazłam nazwę dla mojego quiltu. Mandala po polsku brzmi tak nieciekawie, ale Màntúluó już brzmi dużo lepiej. Oznacza to samo, tylko po chińsku 曼荼羅; (Màntúluó-fonetycznie). Oczywiście w Chinach będzie to tylko mandala, ale w Polsce będzie brzmieć egzotycznie.

Z wzoru zakładek do książek jak widać można stworzyć coś niesamowitego. Trzeba być tylko otwartym na możliwości jakie daje nam dany obrazek.

Cztery panele wydrukowałam na ploterze. Boże jak ja kocham tą drukarkę. Mam to cudo już dłuższą chwilę i nie oddałabym za żadne skarby. Teraz mogę z nostalgią wspominać czasy gdy wielkie projekty drukowałam na A4 a potem godzinami sklejałam. Ile poszło na to taśmy przeźroczystej nie jestem już w stanie zliczyć, ale było tego na pewno kilkadziesiąt albo więcej rolek. Żegnaj taśmo.

Wzór narysowała Ekaterina Matveeva

Następnie przerysowałam na flizelinę dwustronnie klejącą. Tu niestety wszystko trzeba było robić ręcznie. Ale się nie martwiłam, miałam pomocnika, który bardzo lubi wszystko co pisze. Przecież to też da się zjeść.

Gdy wszystko było przerysowane zabrałam się za przyklejenie flizeliny do wybranych materiałów. Len jest przepiękną tkaniną, z niesamowitą fakturą. Ma jednak niewielką wadę bardzo się strzępi, wręcz rozsypuje. Dlatego na wierzch postanowiłam dać jak najściślej tkany len, za to na spód len z ciekawą fakturą.

Każdy z paneli wycięłam ręcznie. Przypominało mi to ludowe wycinanki z papieru. Oczywiście ludowe wycinanki powstają inną metodą niż moja ale takie miałam skojarzenie. Morze powodem była powtarzalność wzoru.

Do tego celu warto zaopatrzyć się w bardzo dobre nożyczki, które nie tępiłyby się za szybko. Mam swoich faworytów ale wadą ich jest to że bardzo szybko niszczą im się osłonki na palce. Gumeczki się odklejają i wyłamują. Ale za to ostrze jest niesamowite.

Gdy wszystko było gotowe bardzo dokładnie przykleiłam tkaniny do siebie. Taka wielka aplikacja tylko z ostrym brzegiem.

Niestety nie wszystkie części przetrwały wycinanie. Musiałam nadrobić to za pomocą nitki.

Następnie zabrałam się za przyszywanie lamówki. I tym razem mogłam liczyć na pomoc. Kontrola była bardzo dokładna.

Wszelkie niepotrzebne rzeczy były szybko usuwane ze stołu.

Na czas przyszywania koralików pomocnik musiał niestety opuścić stół i udać się na zasłużony odpoczynek.

Przyszywania koralików nie było końca. Dwukrotnie musiałam robić zakupy na Allegro. Koraliki są w kilku rozmiarach co wygląda bardzo interesująco.

Gdy koralikowe szaleństwo było już za mną musiałam zdecydować, który panel będzie leżał koło którego. Nie każda konfiguracja była dobra. Decyzja została podjęta.

Zabrałam się za przyszywanie wielkich koralików, które miały połączyć wszystkie panele ze sobą. Następnie przyszedł czas na tunele z lewej strony quiltu. Muszę przyznać że lewa strona także prezentuje się fajnie.

Mój Màntúluó zdobył III miejsce w konkursie “Jak to z lnem było” w Żyrardowie. Pisałam o tym tutaj.

Komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.